Mam w oku ten błysk ekscytacji, gdy coś działa lepiej, szybciej, ciszej, gdy można coś wyregulować, zmierzyć, zoptymalizować.
Ale to wcale nie dlatego zdecydowałam, że będę używać laktatora, zamiast po prostu przystawić dziecko do piersi. Zdecydowałam, że tak będę karmić, bo nauka i technologia pozwoliła mi nie być zdaną tylko na naturę.
A natura bywa kapryśna.
To zdjęcie z nagłówka powstało nieco przypadkiem. Było sobotnie popołudnie i na szybko robiłam zakupy przedporodowe, bo coś mi mówiło, że to prawie już. I faktycznie, półtorej doby później, moja córka była już do drugiej stronie brzucha.
Ale też to zdjęcie powstało nie przypadkiem. Wraz z moim mężem wpadliśmy na to, by je zrobić. Piękna golden hour to jedno. A jednak koncept, by pozować właśnie na tym tle to zupełnie co innego. Można było szybciutko przemieścić się w bardziej łąkową scenerię, ale nie...
Możemy mieć romantyczne wizje powrotów do natury, robić sesje ciążowe w sadach i na polach lawendy. Możemy chcieć rodzić w domu, karmić wyłącznie piersią, możemy romantyzować macierzyństwo. Ale musimy liczyć się z faktami: nie cofniemy rozwoju technologicznego, zanieczyszczeń, szumu informacyjnego. Nie cofniemy tego, że nasze społeczności są o wiele luźniejsze niż były dawniej. Tego, że teraz opierają się tylko na wsparciu emocjonalnym z daleka zamiast realnego tu i teraz.
Nie zrozumcie mnie źle: to nie tak, że wsparcie powiedzmy w grupach online to coś złego. Czasem to jedyne, co mamy i choć tam możemy się zwentylować po ciężkim dniu. Mamy takie opcje, mamy specjalistów gotowych pomóc, kiedy z karmieniem piersią jest coś nie tak. Ale opcji, by jakaś inna kobieta nakarmiła piersią Twoje dziecko nie mamy. Poza nielicznymi wyjątkami, balansującym na granicy prawa i bezprawia nieformalnym milksharingiem i ściśle uregulowanym w bankach mleka.
Natura zawsze była kapryśna, choć teraz dużo bardziej mamy z nią na pieńku, więc i ona nie współpracuje.
Społeczność kiedyś była bardziej możliwa do zaangażowania.
Wiedza i technologia to coś, co teraz nam może pomóc i warto się temu przyglądać.
Bo może przyszłość laktacji to nie powrót do natury, ale nowe do niej podejście? Rozpoznanie tego, czego nie da się już zmienić i nauczenie się nowych podejść, nowych nazw, nowych decyzji?
Może karmienie piersią już nigdy nie będzie tylko „naturalne”, ale raczej osadzone w kontekście, dostosowane do życia, zintegrowane z tym, kim jesteśmy jako społeczeństwo i jednostki.
To nie jest kolejna aplikacja z trackerem i motywacyjnymi cytatami o "pięknej więzi".
Lact.li to cyfrowa wioska, ekosystem wsparcia - technologia użyta mądrze, żeby odbudować to, co utraciłyśmy przez odcięcie do korzeni, naturalnych społeczności:
👉 Codzienny check-in - nie po to, żeby Cię oceniać, ale żeby wiedzieć, czy potrzebujesz konkretnego wsparcia czy potwierdzenia, że wszystko robisz dobrze (a tak jest w 85 -90% przypadków).
👉 Społeczność online budująca "wioskę", ale bez romantyzowania, bez rad typu "u mnie zadziałało X, więc u Ciebie też musi". Powiemy "widzę Cię, wspieramy Cię, masz zespół". Bo samotność w macierzyństwie to nie brak słabość matek - to brak systemu, który je dostrzega.
👉 Dostęp do specjalistów (IBCLC, doule, psychologowie) - bo pozostaje te 10-15%, kiedy nie wystarczy potwierdzenie, że robisz dobrze i wiedza ogólna, ale dokładny wywiad i rozwiązania szyte na miarę.
To wszystko pierwsza faza, ale dalej:
👉 Inteligentny algorytm optymalizujący odciąganie mleka - dane, które pomagają, nie osądzają. Technologia, która uczy się z Twojego ciała, Twojego życia - nie z podręcznika o "idealnej matce", nie z przenoszenia "bo dziecko je 10-12 razy na dobę, to tyle razy trzeba odciągać, bez względu na wszystko".
👉 Współpraca z bankami mleka i etyczny milksharing - bo może nie cofniemy się do czasów, kiedy inna kobieta z wioski po prostu nakarmiła Twoje dziecko piersią, ale możemy stworzyć nowy system, który to umożliwia. Bezpiecznie. Legalnie. Z szacunkiem.
👉 Współpraca z instytucjami badawczymi - bo wciąż o mleku ludzkim wiemy za mało. A aplikacja, która ma za zadanie wspierać matki, może też (za ich zgodą) wspierać rozwój nauki.
To nie tak, że nagle wpadłam na ten pomysł.
Buduję go od 7 lat. Choć dotychczas ulotnie, fragmentarycznie - nawet nie mam jak pozbierać tych wszystkich postów, w których pomagałam nie zwariować z laktatorem i rozmów, w których uspakajałam, że to ok, kiedy rozmrożone mleko dziwnie pachnie.
Nie dlatego, że to moje hobby. Nie dlatego, że mam fundusze VC i zespół 20 osób.
Buduję go, bo jestem matką czwórki dzieci. Bo przez 3 lata karmiłam piersią i odciągałam mleko. Bo moderuję grupę 24 tysięcy kobiet i widzę codziennie, jak system je zawodzi. Bo jestem doulą, promotorką karmienia piersią i oragnizatorką społeczności .
Nie zgaduję, czego potrzebują matki. Wiem. Jestem jedną z nich.
Co się stanie, jeśli to się nie uda?
Macierzyństwo będzie coraz smutniejsze. Coraz mniej kobiet będzie chciało zostać matkami. Albo mieć więcej dzieci. Wymrzemy.
Nie dlatego, że karmienie piersią to jakiś must-have dla absoulutnie każdej kobiety. Ale dlatego, że system, który sprawia, że matki czują się samotne, nieudolne i wyczerpane, zabija chęć do rodzicielstwa.
A my mamy narzędzia, żeby to zmienić. Mamy technologię, dane, możliwości tworzenia systemów wsparcia. Opartych na rozwiązaniach cyfrowych, ale realizujących się namacalnie i uchwytnie w osobistych spotkaniach, konsultacjach specjalistycznych, mleku przekazywanym mamie, która ma go za mało od mamy, która nie ma już gdzie mrozić.
Pytanie brzmi: czy mamy odwagę użyć tego mądrze?
Dlatego to nie jest pitch inwestycyjny. To jest manifest.
Jeśli wierzysz,
💖 że macierzyństwo nie musi być samotnością,
💖 że technologia może służyć wspieraniu,
💖 że "naturalne" nie znaczy idealne w każdym kontekście,
To nie będzie łatwe. Pewnie na tym nie zarobisz. Ale być może dzięki temu, co razem zbudujemy, jakaś kobieta kiedyś postanowi mieć kolejne dziecko, bo karmiąc to pierwsze czuła się zaopiekowana i wzmocniona.
Marzena Boruta
Founder, Lact.li Matka czwórki dzieci, doula, oragnizatorka społeczności.
Poznaj mnie lepiej